Większość firm nie ma problemu z pomysłami. Ma problem z kolejnością. Najpierw pojawia się kanał, kampania, format, „trzeba coś wrzucać”, „zróbmy leady”, „odpalmy performance”. Dopiero potem przychodzi refleksja: „chwila, ale co my właściwie chcemy osiągnąć i pokazujemy światu?”. W Oleksy&Co nazywamy to wprost: Strategia przed taktyką. Kontekst przed działaniem.
Metoda context-first zaczyna się od samoświadomości. Nie w sensie miękkiego „poznajmy swoje wartości” dla samego ćwiczenia. Chodzi o twardą korzyść: firma, która rozumie siebie, łatwiej podejmuje decyzje strategiczne, bo umie wybierać i rezygnować. A strategia, w klasycznym ujęciu, polega właśnie na wyborach i trade-offach, czyli na tym, czego nie robimy.
Dlaczego marketing bez samoświadomości kończy się losowością?
Jeśli marka nie ma jasnej tożsamości, to każda taktyka zaczyna ją „tworzyć” przypadkiem. Social media stają się osobowością firmy. Deck sprzedażowy staje się obietnicą marki. Nowy landing staje się pozycjonowaniem. A to oznacza rozjazd: każdy element komunikacji mówi coś trochę innego, bo powstał w innym czasie i pod inną presją.
Tu wchodzi pierwsza zasada context-first: zanim coś zakomunikujesz, ustal, kim jesteś jako organizacja, gdzie naprawdę chcesz grać i dlaczego ktoś miałby Ci uwierzyć. To jest punkt wyjścia do spójności i do efektywności kosztowej, bo przestajesz „testować wszystko”, a zaczynasz testować rzeczy zgodne z kierunkiem.
Samoświadomość to też warunek dobrego przywództwa i decyzji w zespole. Badania i praktyka zarządcza pokazują, że gdy widzimy siebie wyraźniej, rośnie jakość decyzji, komunikacji i relacji. To brzmi ogólnie, ale w marketingu przekłada się na coś bardzo konkretnego: mniej chaosu w priorytetach i mniej przypadkowych pivotów.
Czym jest „kontekst” w podejściu context-first?
Kontekst to nie tylko „rynek i konkurencja”. W praktyce jest co najmniej pięć warstw, które trzeba uporządkować, zanim zacznie się budować strategię:
- Kontekst biznesowy: model przychodów, marża, cykl sprzedaży, ograniczenia operacyjne, zasoby.
- Kontekst organizacyjny: kultura, sposób podejmowania decyzji, realna gotowość do zmiany. Strategia daje formalną logikę celów, kultura przekłada je na codzienne zachowania. Jeśli one się gryzą, plan pozostaje PDF-em.
- Kontekst marki: tożsamość, reputacja, spójność doświadczeń, „co my naprawdę obiecujemy i dowozimy”.
- Kontekst klienta: zadania do wykonania, ryzyka, motywacje, kryteria wyboru (nie tylko demografia). Jobs-to-be-done to użyteczna soczewka, bo przenosi rozmowę z „kim jest klient” na „dlaczego wybiera”.
- Kontekst rynkowy: segmenty, konkurencja, substytuty, dynamika kategorii, regulatory, trendy.
Metoda context-first nie usuwa klasycznych narzędzi. Ona je porządkuje. Najpierw tożsamość i sens, potem wybory strategiczne, dopiero na końcu egzekucja.
Samoświadomość marki: co to naprawdę znaczy?
W brandingu łatwo pomylić dwie rzeczy: brand identity i brand image. Tożsamość to to, co marka chce znaczyć i konsekwentnie budować. Wizerunek to to, co ludzie faktycznie myślą na podstawie kontaktu z marką. Różnica jest krytyczna, bo strategia zaczyna się od decyzji po stronie organizacji, a nie od zgadywania, co „się spodoba”.
Dwa praktyczne narzędzia, które pomagają przełożyć „samoświadomość” na język roboczy:
- Kapferer Brand Identity Prism: porządkuje tożsamość w sześciu wymiarach, łącząc elementy wewnętrzne i zewnętrzne. Daje dobre pytania o kulturę marki, relację z odbiorcą i spójność tego, jak marka wygląda, mówi i działa.
- Model Aakera: rozróżnia tożsamość rdzeniową (niezmienną) i rozszerzoną (elastyczną), co jest przydatne, gdy marka rośnie, wchodzi w nowe produkty albo rynki.

Nie chodzi o to, by „narysować pryzmat”. Chodzi o to, by mieć wspólny język decyzyjny: co jest rdzeniem, czego bronimy, a co jest tylko taktyką komunikacyjną.
Jak samoświadomość zamienia się w strategię? Metoda w 6 krokach
Krok 1: Zatrzymaj się i spisz realny punkt startu
Zanim wejdziesz w „dokąd idziemy”, nazwij „gdzie jesteśmy”. Jakie są wyniki, gdzie uciekają zasoby, co działa, co jest tylko hałasem. To jest moment na brutalnie prosty audyt, nie na prezentację.
Krok 2: Zdefiniuj tożsamość rdzeniową
Wystarczą 3 elementy, ale muszą być prawdziwe:
- po co istniejemy (sens i obietnica wartości),
- w czym jesteśmy naprawdę dobrzy (kompetencje, przewagi, dowody),
- jak działamy (styl, zasady, kultura, granice).
Jeśli ta część jest miękka lub życzeniowa, cała reszta też będzie życzeniowa.
Krok 3: Wybierz segmenty i zdecyduj, komu odmawiasz
STP wciąż działa, o ile nie robisz go „pod kampanię”, tylko pod kierunek rozwoju. Segmentacja, targeting i positioning to narzędzie wyboru, nie narzędzie „ładnych person”.
Praktyczny test: czy potrafisz powiedzieć, kto nie jest Twoim klientem w najbliższych 12 miesiącach?
Krok 4: Zbuduj pozycjonowanie jako decyzję, nie hasło
Pozycjonowanie dzieje się w głowie odbiorcy, niezależnie od tego, czy nad nim pracujesz. Twoim zadaniem jest świadomie wpłynąć na tę percepcję, a nie liczyć, że „samo się ułoży”.
Dobrze działa prosta konstrukcja:
Dla kogo? (segment)
W jakiej sytuacji? (kontekst, job)
Jaka jest obietnica? (wartość)
Dlaczego mamy w to uwierzyć? (dowody)
Co wykluczamy? (trade-off)
Krok 5: Dopiero teraz przejdź do taktyk i kanałów
Tu wraca zdrowy rozsądek: kanały są pochodną strategii, nie odwrotnie. Jeśli Twoja propozycja wartości i dowody są nieostre, to każda platforma będzie „droga”, a każdy lead „słaby”.
Krok 6: Ustal miary, które sprawdzają kierunek, nie tylko aktywność
Strategia potrzebuje metryk, które pokazują postęp w budowaniu pozycji, nie tylko kliknięcia. W zależności od modelu biznesowego będą to inne wskaźniki, ale zasada jest stała: mierz to, co potwierdza Twoje wybory strategiczne.
Trzy najczęstsze pułapki, które context-first pomaga ominąć:
Pułapka 1: „Zróbmy komunikację, a strategię dopracujemy później”
To prawie zawsze kończy się poprawianiem komunikacji co kwartał. Problemem nie jest copy, tylko brak decyzji.
Pułapka 2: „Naszą przewagą jest jakość i obsługa”
To może być prawda, ale rzadko jest wyróżnikiem bez konkretu i dowodów. Context-first zmusza do doprecyzowania: jaka jakość, w czym, w porównaniu do kogo, dla jakiego klienta.
Pułapka 3: „Robimy wszystko, bo nie chcemy tracić okazji”
To klasyczny antywzorzec strategiczny. Jeśli nie wybierasz, wybiera za Ciebie przypadek, najczęściej w postaci bieżących tematów i najgłośniejszych osób w organizacji. Strategia ma chronić zasoby przed chaosem.
Mini-ćwiczenie: 45 minut, które często zmienia więcej niż kolejna kampania
Zrób je w 2-4 osoby. Jedna kartka, bez slajdów.
- Jaką jedną zmianę w biznesie chcemy uzyskać w 6-12 miesięcy?
- Jaką cenę płacimy dziś za brak ostrości (czas, budżet, frustracja, utracone szanse)?
- Co jest naszym rdzeniem, którego nie negocjujemy?
- Komu nie pomagamy i dlaczego?
- Jak chcemy być wybierani w głowie klienta?
- Jakie 3 dowody musimy mieć, żeby ta obietnica była wiarygodna?
- Jakie działania odcinamy przez najbliższe 90 dni?
Jeśli po tym ćwiczeniu wciąż „wszystko jest ważne”, to znaczy, że nie dotknęliście jeszcze prawdziwego kontekstu. Wtedy warto wrócić do warstwy biznesowej i organizacyjnej, zanim zaczniecie zmieniać komunikację.
Na koniec: po co to wszystko?
Ten artykuł ma prosty cel: pokazać, że dobry marketing zaczyna się od „kim jesteś”, zanim zaczniesz się komunikować. To podejście nie jest modne. Jest użyteczne, bo daje spójność, oszczędza zasoby i ułatwia wybory.
Jeśli chcesz, możemy przejść przez to w formie krótkiego audytu context-first: co jest rdzeniem, gdzie są sprzeczności i jakie decyzje strategiczne odblokują egzekucję. Nasza praca zawsze zaczyna się od rozmowy i zrozumienia kontekstu.